Komentarze
Chcemy lekarzy, nie znachorów
Bogusław Kowalski
Maria Koc
Publiczne Gimanzjum Nr 1 im. Pawła Kamińskiego w Sokołowie Podlaskim
Zespół Medycznych Szkół Policealnych w Siedlcach
Dyplom Mecenasa Przed wojną pewien łódzki fabrykant mawiał: „Obiecać ludziom można wszystko. To nic nie kosztuje.” I dziś, w kampanii wyborczej, właśnie taki festiwal obietnic trwa.
W szkole czytaliśmy „Podróże Guliwera” a także „Podróże Pana Kleksa”. Teraz codziennie, w odcinkach, telewizja przedstawia nam przygodową opowieść pod tytułem „Podróże Pana Tuska”.
I tak też jest z naszym krajem. Cztery lata temu zajęli się nim właśnie znachorzy a nie lekarze. Na efekty nie trzeba było czekać – wzrosły podatki, więcej płacimy za prąd, gaz, paliwo, rośnie bezrobocie. Zadłużenie kraju z 9,1 mld zł przez cztery lata wzrosło do 25 mld. To uderza przede wszystkim w polską wieś, gdzie dziś aż 60% rodzin żyje poniżej dochodów minimalnych, gdzie mamy aż 43% wszystkich bezrobotnych. Upada rolnictwo! Polscy rolnicy po 2013 roku dostaną tylko połowę dopłat, jakie dostaną np. Niemcy. Do tego rosną ceny nawozów, środków ochrony roślin i maszyn rolniczych.
I w tej sytuacji znachor Tusk chce debaty przed telewizyjnymi kamerami. Wiecie jak ona będzie wyglądała? Jak program Kaszpirowskiego – „adin, dwa, tri, smotrijtie w maje głaza, będzie żyło się lepiej, wszystkim”.
Ciekawą rolę u boku znachora pełni PSL. Partia ministra Sawickiego jest jak ta blondynka z dowcipów. Tusk zabrał ją do rządowego samochodu i teraz jedyną jej rolą jest dobrze wyglądać i miło się uśmiechać u boku kierowcy – tak jak to robiła z SLD, UP, czy wcześniej jako ZSL z PZPR. Jesteście Państwo ciekawi co blondynka myśli? To pytajcie ją o KRUS.
WALDEMAR KRASKA
Przed wojną pewien łódzki fabrykant mawiał: „Obiecać ludziom można wszystko. To nic nie kosztuje.” I dziś, w kampanii wyborczej, właśnie taki festiwal obietnic trwa.
Obiecano już setki miliardów euro z kasy Unii. Obiecano rozwój, lepszą płacę, pracę i emerytury. W zasadzie ciężko wskazać jakąś grupę, której jeszcze nic nie naobiecywano. Rolnicy, górnicy, przedsiębiorcy, no wszyscy chyba już mają porządnie naobiecywane. Nawet dąb Bartek, do którego tuskobusem przyjechał we wtorek premier Tusk z małżonką. Przed kamerami Tusk obiecał Bartkowi „na trwałe go uratować”, zaś małżonka życzyła drzewu kolejnego 1000 lat w zdrowiu i szczęściu. Widząc to w telewizji, zacząłem się zastanawiać ile obietnic mogłoby paść, gdyby tuskobus odwiedził ZOO?
Mniej śmieszne jest, że obiecanki np. rolnikom składają ci, którzy przez ostatnie lata doprowadzili do nieopłacalności produkcji rolnej; którzy sprawili, że nasi rolnicy dostaną znacznie mniejsze dopłaty od Niemców. Także to, że pieniądze z Unii obiecuje ta „silna drużyna”, która tak zadłuża nasz kraj. Przypomnę tylko, że w ciągu ostatniego roku polski dług publiczny wzrósł o 95,8 mld zł. To 2520 zł długu na każdego mieszkańca naszego kraju.
Jak Państwo wiecie kandyduję do Senatu RP. Ale ja dla odmiany niczego nie będę Państwu obiecywał. Ja wolę uczciwie Państwu powiedzieć, co konkretnie chcę zrobić. Jestem lekarzem. Zależy mi przede wszystkim na poprawie stanu służby zdrowia i lepszej opiece nad pacjentami. Pracowałem nad tym w senackiej Komisji Zdrowia, której efektem jest choćby dobra ustawa o ratownictwie medycznym. Pozostaję wierny naczelnej zasadzie lekarskiej Primum non nocere – przede wszystkim nie szkodzić. Także w Senacie.
WALDEMAR KRASKAW szkole czytaliśmy „Podróże Guliwera” a także „Podróże Pana Kleksa”. Teraz codziennie, w odcinkach, telewizja przedstawia nam przygodową opowieść pod tytułem „Podróże Pana Tuska”.
A wszystko zaczęło się w miniony poniedziałek. Gdy w sondażach PiS dogoniło PO, premier Tusk wsiadł w autobus, zwany też „Tuskobusem”, i rozpoczął cykl swoich podróżniczych przygód po kraju. – Nic nie zastąpi prawdziwej, szczerej rozmowy z ludźmi – zapowiadał, gdy wyruszał ze stolicy. I zapewniał, że o problemach rozmawiać będzie z każdym. Ledwie Tusk opuścił stolicę, a już zaczęło robić się mniej bajkowo.
W Kutnie mieszkańcy opadli naszego podróżnika i zaczęli zasypywać go mnóstwem pytań. A najczęściej powtarzane było: „Jak żyć?”. Zresztą to pytanie padało także na kolejnych przystankach „Tuskobusu”.
Dawno temu Maria Antonina znalazła się w podobnych opałach co Tusk. Wieśniacy krzyczeli do niej: „jesteśmy głodni, nie mamy chleba”. Na to francuska królowa poradziła: „Skoro nie mają chleba, niech jedzą ciastka”. Ale przyznać trzeba, że biedulka nie miała tylu doradców od wizerunku, co Tusk i ogólnie stała gorzej pod względem PR. Tuskowi doradzono, żeby słuchał, głaskał, przytulał i obiecywał pomoc. Więc słucha, głaszcze, przytula i obiecuje pomoc.
W Piastowie premiera witał transparent „Dość kłamstw!”. I to w szkole. Nasz podróżnik musiał czuć się bardzo nieprzyjemnie. Bo nie dość, że polskie prawo zakazuje prowadzenia kampanii wyborczych w szkołach, to jeszcze ten transparent. I tłum pytający „Jak żyć”. Eh, nawet Koziołek Matołek miał łatwiej w swej podróży do Pacanowa.
A to dopiero początek. Co będzie jak „Tuskobus” dojedzie do Siedlec, Sokołowa Podlaskiego, Kosowa Lackiego czy Łosic?
WALDEMAR KRASKA